Czego można się nauczyć w czasie studiów? Oprócz całej masy pożytecznej wiedzy i szeregu mniej lub bardziej przydatnych umiejętności jest jedna rzecz, której nauczyć można się zupełnie przez przypadek. Otóż można na przykład nauczyć się dodatkowo, jak wykorzystać czas w podróży. Najczęściej w pociągu, ale nie tylko. Jeśli decydujecie się na studia w innym mieście, życie w rozjazdach jest dosyć oczywiste. A jak dodatkowo jesteście fanami podróży, to już w ogóle czas najwyższy zaprzyjaźnić się z dworcami i lotniskami. Na początku człowiek nie zdaje sobie nawet sprawy ile czasu ucieka mu kiedy czeka na opóźniony pociąg i ile godzin trochę się marnuje kiedy już nim jedzie.

Jak można więc wykorzystać czas spędzany w podróży? U mnie króluje czytanie i tłumaczenie. Z tymże z tą pracą w pociągach i na wyjazdach wcale nie jest tak łatwo. Moje pierwsze podejścia najczęściej kończyły się niepowodzeniami: w pociągu zasypiałam, a na wyjazdach nie potrafiłam się zorganizować. Dodatkowo taka praca czy nauka w drodze wiąże się z wieloma nieprzewidzianymi sytuacjami, czasami śmiesznymi, czasami bardziej tragicznymi, ale zawsze mocno zaskakującymi. Dlatego właśnie pomyślałam, że warto te podróże wykorzystać, bo pracując w drodze trafiam na masę ciekawych rzeczy (a większość łączy się z tłumaczeniami) i szkoda by było ich nie opisać. Myślę, że z czasem (czyt. z kolejnymi wyjazdami) ta seria ma szansę jeszcze się rozwinąć, bo sama organizacja takiej pracy to temat rzeka, a co wyjazd, to zupełnie inne historie. No to w drogę!

1.

Ostatni wyjazd trochę zbiegł się w czasie z oddaniem ostatniej pracy pisemnej w tym semestrze. To znaczy właściwie zbiegł się dlatego, że zostawiłam ją na ostatnią chwilę. Zakładałam, że nie będzie to bardzo skomplikowana praca, przynajmniej na to wskazywały wymagania objętościowe. Problem pojawił się gdy przeczytałam zadany do analizy tekst. Chodziło o Carta a una señorita en París Julio Cortazara. Był krótko mówiąc ….dość dziwny. Sam w sobie nie był jakoś szczególnie zaskakujący, to właściwie zwykłe krótkie opowiadanie. Problem w tym, że miał być metaforą pracy tłumacza, a ja jakoś tego w nim nie widziałam (przynajmniej na początku). Dodatkowo okazało się, że pomyliłam terminy (chyba pierwszy raz mi się to zdarzyło) i byłam już spóźniona z oddaniem pracy, co trochę mnie zestresowało. Zapowiadało się naprawdę ciekawie.

W ogóle do tej pory nie byłam wielką fanką twórczości Cortazara. Zawsze obiecuję sobie, że dam mu jeszcze jedną szansę, ale ostatecznie wybieram innych pisarzy. Dlatego byłam nawet ciekawa tego opowiadania. Jednak w momencie kiedy bohater zaczął wymiotować królikami, wiedziałam już, że będzie raczej podobnie jak z poprzednimi jego dziełami, czyli trochę dziwnie. Starałam się wczytać w tekst, do niektórych fragmentów wracałam po kilka razy i wiecie co? Naprawdę mi się spodobało. Jak przeczytałam je kolejny raz, trochę wolniej i ze zrozumieniem, bez problemu znalazłam fragmenty odnoszące się do pracy tłumacza. Napisałam swoją analizę i chociaż do dziś nie wiem, czy dobrze zrozumiałam o co chodziło z tymi królikami, oceniona została pozytywnie (właściwie to na najwyższą możliwą ocenę).

Wnioski? Cortazarowi chyba w końcu dam jeszcze jedną szansę (jak tylko będę mieć więcej czasu). Kiedy w planach będę mieć kolejne wyjazdy, będę 3 razy uważniej sprawdzała deadline’y (teraz nic się nie stało, ale w pracy chyba by to nie przeszło, zresztą po co psuć sobie opinię). A króliki już zawsze będą mi się kojarzyły z tym opowiadaniem.

Polecam lekturę całego tekstu. Zobaczycie, czy uda Wam się znaleźć refleksje dotyczące pracy tłumacza. Wersję hiszpańską znajdziecie bez problemu, innych języków nie szukałam, ale na pewno da się coś znaleźć. Polecam!

 

2.

Co do kierunku samej podróży, najlepiej ładuję baterie nad morzem, więc i tym razem nie kombinowałam za dużo w tym temacie.  Nieważne, czy zimą czy latem, nad morzem od razu jestem spokojniejsza i mniej się wszystkim martwię, a po ostatnim gorącym okresie potrzebowałam takiej chwili wyciszenia. Poza tym spacerując po plaży, do głowy przychodzi mi najwięcej pomysłów. Teraz było podobnie. Na szczęście większość udało mi się szybko zapisać, żeby nigdzie nie uciekły, więc niedługo pojawią się na blogu.

Taką spokojną podróż może zepsuć tylko jedna rzecz. Sytuacja w pociągu. Niestety nie podróżowałam pendolino w wagonie ze strefą ciszy, tylko zwykłym, starym pociągiem, a tam bywa różnie. Czasami jest naprawdę głośno i ciężko się na czymkolwiek skupić. Tutaj świetnie sprawdza się naklejka na laptopie. Ja mam napis „Translator at work” (pewnie już ją widzieliście na Instagramie). Ludzie wkoło zawsze ją zauważają, czasami nawet zagadują, i mam wrażenie, że nie chcą przeszkadzać w pracy, więc wkoło jest jakoś ciszej. Wtedy zabieram się do tłumaczenia albo …do oglądania Netflixa.

3.

Na koniec inspiracja prosto z podróży. Ostatnio postanowiłam nadrobić stare numery Przekroju, bo jest tam tyle fajnych artykułów, że ciężko wszystkie przeczytać od razu. Dlatego często sięgam do już odłożonych egzemplarzy i czytam to, co pomięłam albo wracam do ulubionych fragmentów. Tym razem cofnęłam się do zupełnie pierwszego numeru po wielkim powrocie, czyli do tego z zimy 2017, a dokładniej wróciłam do artykułu poświęconego dwóm architektkom z pracowni Grafton Architects. Tak na marginesie muszę przyznać, że ostatnio sporo u mnie materiałów dotyczących architektury, to właściwie jeden z moich ulubionych tematów (oczywiście zaraz po tłumaczeniach).

Nie pisałabym o tym artykule, gdyby nie jedna rzecz, która zwróciła moją uwagę. Do tej pory myślałam, że architektura i przekład nie mają zbyt wiele wspólnego, przynajmniej ja rozpatrywałam je w zupełnie innych kategoriach. Dlatego bardzo mi się spodobały słowa, którymi Yvonne i Shelley opisują swoją pracę, przyznając, że projektując budynki za granicą, coraz bardziej przywiązują się do swojego rodzinnego Dublina. Mówią: „to jak praca tłumacza: im dokładniej chce się coś przełożyć z innego języka, tym lepiej trzeba poznać własny”. Zgadzam się z tym w stu procentach! I jeszcze chętniej czytam o architekturze.

Więcej ciekawych inspiracji znajdziecie w ostatnim wpisie. Zapraszam do lektury!

Koniecznie napiszcie mi, jak Wy spędzacie czas w podróży. Czytacie, pracujecie, a może po prostu stawiacie na odpoczynek? Dajcie znać, chętnie poczytam Wasze historie. A Was zapraszam na Instagram, gdzie zawsze możecie obejrzeć trochę więcej zza kulis!

Do zobaczenia w następnym wpisie!

Reklamy