Ostatnio na blogu pisałam Wam o początkach na magisterce i podrzucałam inspiracje zebrane w rozjazdach. Właściwie to niewiele się od tego czasu zmieniło. Studia rozkręciły się już na dobre, aż dziw, że to dopiero drugi miesiąc, tak intensywnie spędzam tam czas, a podróże, chociaż na moment zeszły na dalszy plan, zawsze pozostają gdzieś z tyłu głowy. Chyba czas zaplanować kolejne! Bo ledwo co wróciłam z nad morza, już za nim zatęskniłam. Od razu wciągnęłam się w wir wydarzeń, bo u mnie jak zwykle działo się naprawdę sporo jak na jesienne miesiące, większości kojarzące się z książką, kocem i gorącą herbatą. Jak już Wam kiedyś wspominałam, dla mnie jest to bardzo produktywny czas, więc wykorzystuję każdy dzień i wciąż uczę się czegoś nowego. A pisząc serię Tu i teraz mogę zrobić sobie małe podsumowanie tych minionych tygodni i może zainspirować Was do działania tej jesieni. Zobaczcie sami!

Słucham…

Ulubionych jesiennych playlist. Kiedyś wolałam tłumaczyć w ciszy, a ostatnio nie wyobrażam sobie pracy bez ulubionej muzyki. Ważne tylko żeby nie była zbyt skoczna, bo od razu zaczynam tańczyć, i żeby nie była jakoś bardzo znana, bo zaczynam śpiewać. A takich rozpraszaczy staram się raczej unikać w czasie pracy. Co więc się sprawdza? Mieszanka różnych wersji instrumentalnych z odrobiną elektroniki. Moje ulubione playlisty znajdziecie tutaj.

Czuję się…

naładowana pozytywną energią. Pobyt nad morzem, chociaż bardzo krótki, zdecydowanie poprawił mi humor. Bardzo potrzebowałam takiej chwili oddechu, odpoczynku od codziennych spraw i nabrania dystansu do czekających mnie obowiązków. Między pracą a zajęciami ciężko o jakiś porządny odpoczynek, więc cieszę się, że miałam możliwość na moment o wszystkim zapomnieć i zacząć listopad z podwójną energią do działania (a przy takiej pogodzie to się naprawdę przydaje).

Chciałabym…

zrealizować zadania wyznaczone na ten rok. Ostatnie miesiące roku skłaniają do podejmowania dodatkowych działań, by wyrobić się ze wszystkim, co sobie zaplanowaliśmy. Osobiście nie lubię czekać z wprowadzaniem czegoś w życie do poniedziałku, nowego miesiąca czy nowego roku, bo każda data jest dla mnie dobra, by zacząć coś nowego. Może dlatego te jesienne miesiące są dla mnie takie produktywne 😉 Zostało jeszcze półtora miesiąca, całkiem sporo czasu, by odhaczyć coś ze swojej listy.

Pracuję nad…

prezentacjami na studia. Nazbierało mi się kilka większych zadań do zrobienia, i to na zupełnie różne tematy. Od komparatystyki literackiej po tłumaczenie a vista. No cóż, nawet się wciągnęłam w poszukiwania ciekawych materiałów i lekturę książek liczących minimum 400 stron, ale czasowo i tak ciężko jest ze wszystkim zdążyć. Pocieszam się myślą, że może wyczytam tam coś na tyle ciekawego, że będę mogła Wam polecić jakieś dzieło o tej tematyce. To się nazywa ambitna lektura na jesienny wieczór!

Cieszę się…

z waszych wiadomości. Ostatnio w skrzynce na Facebooku i Instagramie znajduję coraz więcej wiadomości od Was. Chwalicie, doceniacie, ale też piszecie, co można by było poprawić. Uwielbiam dostawać wiadomości zwrotne na temat swojej pracy czy wyglądu bloga, a jeszcze bardziej cieszę się, gdy macie jakieś pytania, na które jestem w stanie odpowiedzieć. Zawsze staram się odpisywać, doradzać i oczywiście dziękować za Wasze porady. Macie jakieś pytania? Piszcie śmiało!

Uczę się…

wyznaczać priorytety. Wybór najważniejszych zadań do zrobienia do tej pory nie wydawał mi się aż tak skomplikowany, ale z czasem doszłam do wniosku, że tych zadań zrobiło się trochę za dużo i nie ma sensu każdemu poświęcać tyle samo uwagi. Zaczęłam dokładniej rozpisywać wszystkie obowiązki i zadania, a potem….. wykreślać z listy wszystko to, na co niekoniecznie mam czas. Nie jest to łatwe, ale bardzo ułatwia rozplanowanie pracy. Jak już się podszkolę w planowaniu, na pewno Wam o tym napiszę!

Czytam…

jesienny Przekrój. Jak zawsze pełen fascynujących artkułów, krótkich opowiadań i ogólnie rzeczy, na które inaczej ciężko byłoby mi trafić, a tak mam je wszystkie w jednym miejscu. Mój ulubiony tekst z bieżącego numeru to artykuł Pauliny Wilk o miastach przyszłości, które nigdy nie powstały, chociaż niektóre zostały całkiem dokładnie zaprojektowane. Wiedzieliście, że na przykład Walt Disney zaprojektował swoje wymarzone miasto? Ja po raz pierwszy czytałam cokolwiek o tej tematyce i jestem totalnie zachwycona. A Paulina Wilk właśnie wydała książkę pt. „Miasta przyszłości”, więc chyba już wiem o czym będę czytać dalej.

A jak mija Wasza jesień? Nad czym obecnie pracujecie? Koniecznie dajcie znać w komentarzach! Jeśli chcecie być zawsze na bieżąco z tym, co u mnie, zapraszam na fanpage i na Instagram. Do zobaczenia!

fot. Marta Lasota

 

 

 

Reklamy