Zazwyczaj mam wrażenie, że miesiąc minął mi strasznie szybko, właściwie nie wiadomo kiedy, ale w przypadku maja mam zupełnie odwrotnie. To był bardzo, bardzo długi miesiąc. I przy tym wyjątkowo udany. Na blogu nie działo się niestety zbyt wiele, bo praktycznie cały maj byłam w rozjazdach. Udało mi się pojechać w góry, na Mazury i oczywiście do Bydgoszczy (cały czas dzielnie tłumacząc). Wiele rzeczy się pozmieniało, wiele się nauczyłam i już nie mogę się doczekać kolejnego miesiąca. Ale zanim czerwiec, mam dla Was małe tu i teraz, czyli zupełnie nowy format na blogu. Coraz częściej widzę na swoich ulubionych blogach takie podsumowanie miesiąca, i tak sobie pomyślałam, że coś podobnego może się też fajnie sprawdzić u mnie, w kontekście tłumaczeń i rzeczy z nimi związanych. Koniecznie dajcie znać co myślicie o takich małych podsumowaniach miesiąca.

To teraz czas na konkrety. Zapraszam do lektury!

Pracuję nad…

tłumaczeniami ustnymi. Jeszcze jakiś czas temu całe zagadnienie wydawało mi się dość trudne i skomplikowane. Do tej pory ćwiczyłam raczej tłumaczenia pisemne, rzadko kiedy stykając się z tłumaczeniem ustnym. Nie wiedziałam, czy uda mi się wszystko zapamiętać i potem odpowiednio przetłumaczyć. O dziwo okazało się, że z moją pamięcią jest dużo lepiej niż myślałam (czasem można się też wspomóc notatniczkiem) i całe tłumaczenia ustne wcale nie są takie straszne. Oczywiście dalej uważam, że praca tłumacza ustnego nie należy do najłatwiejszych, ale nie ma się co stresować na początku drogi. W końcu trening czyni mistrza.

18836522_1438534169541375_264848658_o
Nowy notatnik i do roboty 🙂

Czuję się…

zmotywowana do działania. W maju miałam okazję uczestniczyć w kilku naprawdę ciekawych spotkaniach z tłumaczami, z których wyniosłam dużo praktycznej wiedzy i cenne wskazówki na przyszłość. Już nie mogę się doczekać zastosowania przynajmniej kilku z nich w praktyce.

Uczę się…

organizacji czasu i ustalania priorytetów. Wcześniej wydawało mi się, że jestem super zorganizowana, bo udawało mi się robić dużo ciekawych rzeczy, łączyć studia z pracą i jeszcze mieć chwilę wolnego, ale doszłam do wniosku, że można to zorganizować jeszcze lepiej. Dlatego teraz staram się wybierać priorytety i to na nich skupiam maksimum uwagi. A pozostałe rzeczy? No cóż, okazało się, że przy odpowiedniej organizacji jestem w stanie zmieścić ich jeszcze więcej.

Czekam na…

to nie będzie duże zaskoczenie. Czekam na wakacje. Mam wrażenie, jakby majówka była wieki temu i chociaż udało mi się naprawdę odpocząć w czasie tych kilku dni, marzę już o wakacjach. Właściwie to już sama myśl o nich poprawia mi humor. W ostatnim czasie porobiłam trochę planów i wciąż dokładam do nich kolejne pomysły, więc wakacje zapowiadają się bardzo interesująco. Póki co wydają mi się dość odległe, w końcu czerwiec będzie jednym z najbardziej pracowitych miesięcy w całym roku, ale za to jaka będzie radość, kiedy w końcu nadejdą.

Słucham…

podcastów. No dobra, nie żebym odkryła je w maju, ale w ciągu ostatnich kilku tygodni, słuchałam ich trochę więcej. Nie chciałam marnować czasu spędzanego w PKP i na dworcach, więc postanowiłam posłuchać czegoś sensownego. W nawiązaniu do punktu numer 3 sporo słuchałam Pani Swojego Czasu, ale znalazłam też kilka godnych polecenia podcastów o tłumaczeniach. O nich napiszę Wam osobno.

Czytam…

„Wzgórze Psów” Jakuba Żulczyka. Sama książka nie ma zbyt wiele wspólnego z tłumaczeniem, ale stwierdziłam, że muszę o niej napisać, bo po prostu uwielbiam styl pisania tego autora (i same historie oczywiście też). To już trzecia jego książka, jaka wpadła mi w ręce i lubię go coraz bardziej. „Wzgórze Psów” czyta się właściwie jednym tchem. Jak sami pewnie wiecie, podstawowym narzędziem pracy tłumacza jest język ojczysty, więc warto dbać o znajomość polskiego i czytać coś, co jest po prostu dobrze napisane. Książka ma dla mnie jeszcze jeden ogromny walor, ale to już temat na osobną historię.

Chciałabym…

częściej odrywać się od laptopa. Ten wniosek wydaje mi się całkiem oczywisty. W ostatnim czasie mam wrażenie, że cały czas siedzę przed monitorem. Praca licencjacka, napisy, tłumaczenia, pisanie, i tak na okrągło. Bardzo lubię to, co robię, ale kilka wolnych dni spędzonych bez laptopa uświadomiło mi, żeby trochę inaczej zorganizować pracę i częściej się od niego odrywać (to tak w nawiązaniu do punktu numer 3 – wystarczy wybrać priorytety).

Cieszę się…

na myśl o nadchodzącym miesiącu. W czerwcu czeka na mnie wiele nowych wyzwań, zarówno na uczelni, jak i poza nią. Już nie mogę się doczekać, jak to wszystko wyjdzie, więc z niecierpliwością czekam na nowy miesiąc.

Koniecznie dajcie znać, jak podobało Wam się mini-podsumowanie miesiąca. Może zagości na blogu na stałe. Widzimy się już niedługo w inspiracjach maja.

Reklamy